platforma blogowa portalu głos koszaliński

Rob Zombie i Hellbilly Deluxe po raz drugi

Trash metal, hard rock, horror i pozytywne wibracje – takie połączenie jest niemożliwe? Nie u Roba Zombie, który wydał niedawno nową płytę „Hellbilly Deluxe 2”.

Rob Zombie - Hellbilly Deluxe 2

Rob Zombie - Hellbilly Deluxe 2

Dziwne nazwy płyt

Rob Zombie ma manię do nadawania swoim płytom megadługich nazw. Pełen tytuł tej najnowszej to: Hellbilly Deluxe 2: Noble Jackals, Penny Dreadfuls and the Systematic Dehumanization of Colo.

Jako przykład podam jeszcze tylko tytuł ostatniego albumu nagranego pod szyldem White Zombie: Astro-Creep: 2000 – Songs of Love, Destruction and Other Synthetic Delusions of the Electric Head.

Ma facet wyobraźnię, co? Ale nie o jego wyobraźni miałem pisać, tylko o najnowszym produkcie „Żywego Trupa”. A muszę przyznać, że jest całkiem niezła!

Jesus Frankenstein
Już od pierwszego numeru (tytuł jak wyżej) ze słuchawek prosto w ucho lecą fachowe trashmetalowe dźwięki. Po wstępie wyciągniętym wprost z soundtracku horroru klasy B rozlega się mocny, prosty, wpadający w ucho gitarowy riff, równie prosta „ciągnąca” utwór perkusja. To znak rozpoznawczy Roba Zombie (tyle tylko, że w tym utworze są takie zmiany tempa i klimatu, że przy pierwszym słuchaniu lekko się pogubiłem).

W podobnym podobnym klimacie (ale już bez zmyłek tempowych) zrobione są też inne utwory na płycie. I oczywiście na pierwszym planie są fajowe, wpadające w ucho riffy gitarowe (często – o dziwo – budzące u mnie pozytywne emocje 🙂 ), a w drugim tle pojawiają się horrorzaste klawisze. Przykładem takiego numeru jest np. „What” (taki bardziej hardrockowy), gdzie wokal Roba jest mocno przesterowany.

Tu fragment „What” (przykład na wesoły riff)
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=Wisn9vLQago[/youtube]

Z kolei „Mars Need Women” (swoją drogą Rob ma talent nie tylko do tytułowania płyt, ale również poszczególnych utworów) oprócz dziwnych koszmarnych dźwięków, we wstępie pojawia się gitara akustyczna, może trochę w klimacie „Kaiowas” Sepultury.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=a7PVkpCqJCc[/youtube]

Natomiast w bardziej hardrockowym „Werewolf, Baby” pojawia się riff wyraźnie zagrany slidem i coś na kształt wycia wilków, a w „Virgin Witch” słuchać ponure dzwony kościelne.

Horror według Roba Zombie

Tego typu dźwięki rodem z horroru na płycie nie pojawiają się przypadkowo, bo Rob jest megafanem horrorów klasy B i sam zresztą kilka wyprodukował. Polecam szczególnie „Dom 1000 trupów”, w którym jedną z głównych ról gra Sheri Moon, prywatnie żona Roba Zombie.

La Sexorcisto, Astro Creep 2000 i Hellbilly Deluxe

Ale wracając do “Hellbilly Deluxe 2”. Dla tych wszystkich, którzy znają twórczość Roba, mogę ją porównać oczywiście do „Hellbilly Deluxe” (w końcu nazwa nowego wydawnictwa nie jest tu przypadkowa). Odnajduję tu również jednak odniesienia do  mojej ulubionej w dyskografii muzyka płyty nagranej z White ZombieLa Sexorcisto: Devil Music vol. 1”.
Płyta powinna więc spodobać się fanom Roba Zombie.

Dla tych, którzy jeszcze nie znają jego twórczości powiem krótko: lubisz dobry, mocny trash metal  przemieszany z hard rockiem, z solóweczką tu i ówdzie? To jest to płyta dla Ciebie. Przy jej słuchaniu nóżka sama tupie i głowa rwie się do machania w rytm dźwięków.
Zresztą posłuchacie sami!

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=INWNjXHBtcw[/youtube]

3 komentarze do “Rob Zombie i Hellbilly Deluxe po raz drugi”

  1. oLID napisał(a):

    lubię jego filmy 🙂 fajnie przerobił Halloween. facet czuję klimat gatunku zwanego horrorem. klasyk.

  2. gramuzyka napisał(a):

    No właśnie kurczę Halloween jeszcze nie widziałem. Ale Dom 1000 trupów – super. „Bękarty diabła” już mi się tak nie podobały. A jest jeszcze jakiś nowy jego film „Haunted World of El Superbeasto”, ale też jeszcze nie widziałem. Niestety, niestety, niestety…

  3. Gogo napisał(a):

    Rob Zombie świetny muzyk przede wszystkim, filmy ma dobre. Pozdrawiam