platforma blogowa portalu głos koszaliński

Sade „Soldier of Love” – na Walentynki idealna

Fani Sade na jej kolejną płytę musieli czekać dłuuuugie 10 lat. Czy warto było?

Sade - Soldier of Love

Sade - Soldier of Love

Premiera płyty zaplanowana została na 8 lutego. I już tego dnia, po godz. 10 byłem już w EMPIK-u. Niestety na zakup musiałem poczekać, przynajmniej kilka godzin: płyta miała dotrzeć popołudniowym transportem.

Na pierwsze ucho

Kiedy płyta już znalazła się w odtwarzaczu, usłyszałem… kopię tego, co już słyszałem na poprzednim albumie Sade sprzed 10 lat (dodam tylko, że „Lovers Rock” z 2000 roku jest REWELACYJNA). Nie spodziewałem się zresztą po Sade rewolucyjnej zmiany stylu.

To samo charakterystyczne ciepłe brzmienie basu, gitar (akustycznych i elektrycznych), dęciaków, smyczków i instrumentów klawiszowych. No i jeszcze oczywiście perkusji w znacznej mierze programowanej, czyli sztucznej. Wszystko w odpowiednich proporcjach, bez przepychu i niepotrzebnego nagromadzenia wielu dźwięków. Czasami jest wręcz ascetycznie, z dużą „ilością powietrza”.

I to podane w konwencji popu, nasiąkniętego elementami r’n’b, soulu, smooth jazzu, a nawet hip-hopu.

Krótko mówiąc bardzo miła, sympatyczna, stonowana, nastrojowa płyta. W przypadku Sade zakończenie na tych słowach byłoby co najmniej nietaktem.

Ukryte smaczki

Bo oczywiście na jednym przesłuchaniu płyty się nie skończyło. Wałkuję ją od 8 lutego kilka razy dziennie. Warto!

Bo teraz docierają do mnie smaczki tego albumu. Najmocniejszy na płycie tytułowy utwór „Soldier of Love” (głównie dzięki mocnemu, przesterowanemu brzmieniu ciętej gitary i hip-hopowemu bitowi) ma „zaszyte” świetne żołnierskie tremolo.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=mhcGcfnMaC8[/youtube]

„Bring Me Home” też ma taki… hip-hopowy klimat. W „Babyfather” na szczególną uwagę zasługują świetne chórki, a w „Skin” stopa perkusji bije w rytm serca. A z kolei w „Morning Bird” muzycy udowadniają, że pianino, odrobina instrumentów smyczkowych, kilka cykaczy w tle i wokal Sade w zupełności wystarczy, aby powstał klimatyczny, nastrojowy numer.

Do tego Sade Adu nie musi już się popisywać i udowadniać, że umie śpiewać (polecam jej koncert na DVD „Lovers Live”) i tego nie robi. Śpiewa pięknie, czysto, lekko, bez zbędnych fajerwerków (choć piękne wysokie partie oczywiście się zdarzają).

Na Walentynki i nie tylko

Wiem, dlaczego album pojawił się kilka dni przed Walentynkami. Bo to płyta na romantyczny wieczór we dwoje, przy świecach, z winem i może czymś jeszcze… I to  nie tylko na 14 lutego.

7 komentarzy do “Sade „Soldier of Love” – na Walentynki idealna”

  1. Artur Kostecki napisał(a):

    Nie znam tej płyty, ale zgadzam się, że Sade trzeba doceniać. Chociaż nie jestem zwolennikiem Walentynek, bo uważam, że takie „święto” powinno się celebrować codziennie w imię dobrze zrozumiałych intencji :), albo przynajmniej częściej niż 14 lutego (wiem, że autor bloga tak właśnie robi; mi się zdarza rzadziej), ale Sade kojarzy mi się ze słowem, które wpisuje się w ten klimat. To słowo to: podniecające. Sade jest po prostu podniecająca. Nie tylko wizualnie (to kwestia gustu rzecz jasna),ale muzycznie bywa nawet rozpustną… PS. Co do interesujących wykonawców to za godzinę w Łodzi zaczynają depesze. Łza się w oku kręci…

  2. taxi driver napisał(a):

    dla mnie de best jest delikatny operator 😉 http://www.youtube.com/watch?v=QiTA2jaXOLE

  3. gramuzyka napisał(a):

    Sade Adu jest baaardzo w porządku. No i faktycznie może się podobać, choć to już rocznik 1959 (żeby wszystkie Panie z tego rocznika tak wyglądały! 🙂 ). I ten wokal! Polecam! PS. O depeszach też trzeba będzie napisać, ale wszystko w swoim czasie 🙂

  4. Artur Kostecki napisał(a):

    Do taxi drivera: w 100 procentach popieram – delikatny operator, chyba ogólnie najbardziej znany, jest bardzo ok. Zaraz sobie puszczę…

  5. Ljubov Jegorova napisał(a):

    Nuda. Niestety, niestety, niestety. Wszystko na to samo kopytko. Przygnębiające. Dać komuś na walentynki? Owszem, pod warunkiem, że chcemy się z tym kimś rozstać. Na zawsze… Całuję.

  6. Artur Kostecki napisał(a):

    Cudnie, że mamy rozmaite zdania na ten sam temat! Dla osób, które się naprawdę kochają polecam też to: http://www.youtube.com/watch?v=_7C9KbvSJJQ

  7. gramuzyka napisał(a):

    Ten teledysk to MOCNA RZECZ! Ten wokal i ten tekst! Faktycznie Cymesik!